Pochwali się.

czwartek, 2.czerwca.2011, 23:37
Długa była to przerwa bez odezwu żadnego ode mnie ale brak czasu i zainteresowania jest dość demotywujący. W końcu jednak stało się coś, o czym czuję się w obowiązku napisać. Jest malowniczy wieczór, parę godzin temu odstawiłem ją na przystanek i wróciłem do nauki. Mimo zmęczenia dzikim i pasjonującym seksem nie mogę zasnąć, czuję że muszę się gdzieś w końcu odezwać aby dać upust radości, która mnie nawiedziła trzy tygodnie temu i nie odpuszcza ani na chwilę. Jak zwykle - zacznijmy od początku.

Wtorek to był. Skończyłem zajęcia jak zwykle ale przymus poprawy ocen z niemieckiego wysłał mnie po notatki do domu koleżanki. To spowodowało, że swoją linią pojechałem nieco później, o godzinie, o któej jeszcze nigdy nie jechałem. Podróż jak podróż - siedziałem sobie grzecznie ze słuchawkami na uszach aż na kolejnym przystanku (jak zawsze) obserwowałem kto dołącza do zbieraniny pasażerów. I wtedy ją zobaczyłem. Przycupnęła na 'harmonijce', łączeniu na środku autobusu. Na początku moją uwagę przykuły jej oczy, piękne i wielkie. Wiedziałem, że nie powinienem się w nie tak wpatrywać ale nie mogłem oderwać wzroku. Drobna budowa ciała, nietypowa fryzura, mimo całej kruchości bił z niej jakiś indywidualizm i siła. Zauważyłem, że i ona zawiesiła na mnie wzrok na dłużej. Cały pozostały czas podróży wpatrywaliśmy się w siebie, nie potrafiłem nie mrugać tak długo jak ona więc się uśmiechnąłem - odwzajemniła. Wysiedliśmy na tym samym przystanku, miałem podejść, porozmawiać ale zabrakło mi odwagi. Poszukaliśmy się jedynie wzrokiem, pomachaliśmy na pożegnanie i każde poszło w swoją stronę.
Reszta dnia minęła pod znakiem wyrzutów pod adresem samego siebie i fajek aplikowanych na uspokojenie sumienia. Ustaliłem, że będę od dziś jeździł wciąż o tej samej godzinie aż spotkam ją znowu i wtedy zagadam.

Postanowienie było tak silne, że następnego dnia zerwałem się z kolokwium z konwersacji byle móc zobaczyć ją jeszcze raz. Nie byłem pewien, nie była to nawet nadzieja, że dziś ona znów tam będzie, raczej jakieś złudne oczekiwanie. Ale była. Wsiadła na tym samym przystanku, nie widzieliśmy się w autobusie przez tłum ludzi ale wiedziałem dobrze, że wysiada tam, gdzie ja. Po raz kolejny miałem odejść bez słowa ale wokalista zespołu Frontside swym tekstem "Bez skrępowania wyraź swoje myśli, zrób dokładnie to co Ci się przyśni!" przekonał mnie do obrotu na pięcie i poproszenia ją chociaż o numer telefonu. Nogi jak z waty, ogromny strach w sercu, nieświadomość tego co właśnie robię... Mimo tego wszystkiego - warto było.


Znamy się już 3 tygodnie i praktycznie tyle samo ze sobą chodzimy. Związek kwitnie w zastraszającym wręcz tempie i wiecie co? Odpowiada mi to.

Odpowiada mi ona. Jej poczucie humoru, uroda, stosunek do mnie i innych, jej pasje, marzenia, charakter. Jest taką dziewczyną, których istnienie już przekreśliłem. Monika jest przyjaciółką na codzień, ukochaną kiedy się widzimy i najlepszą kochanką w łóżku. Bezpośrednio ale prawdziwie to powiedziałem. Nie oddam jej.

Więc pamiętniczku, czytelniku, Epikurze - wiedzcie, że znalazłem szczęście.

Szpital.

niedziela, 13.lutego.2011, 00:52

"Czy budząc się w innym miejscu, o innym czasie, można obudzić się jako ktoś inny?"


Pierwsze przebudzenie.


Nie jestem w domu, to nie moje łóżko, nie mój sufit. Chyba nawet nie moje ciało. Boże... co za kac - więcej nie piję.


Oto pierwsze myśli, które mnie nawiedziły. Niewiele myśląc, nawet nie będąc zdolnym do przeanalizowania sytuacji usnałem znowu.


Drugie przebudzenie.


Czy nadal śniłem? Tak bardzo nie chciałem, żeby to było prawdą, że uwierzyłem fałszywie w senne realia. Testy rzeczywistości mówiły co innego ale umysł odmówił racjonalnego podejścia. Zacząłem analizować - jest jasno, jestem nagi od pasa w dół, leżę na korytarzu, jestem przywiązany do łóżka na za kostki i nadgarstki a podniesienie głowy kosztuje wiele wysiłku. A więc śnił mi się szpital, dobrze, pobawmy się więc. Szybko dotarło do mnie jednak, że ten świat jednak jest realny, nie poddawał się żadnym modyfikacjom. Musiałem udać się do łazienki, poprosiłem więc przechodzącego obok faceta aby mnie rozwiązał. Zapytał czy będę już grzeczny...


Wróciłem i poszedłem spać po raz kolejny aby nie oddać się panice.


Trzecie przebudzenie.


Obudziła mnie pielęgniarka, był czas śniadania. Dowiedziałem się, że dziś przenoszą mnie na salę obserwacyjną abym nie zagradzał przejścia, oraz o tym, że przespałem 2 dni i nic przez ten czas nie jadłem. Poszedłem na stołówkę, po krótkim posiłku pobiegłem do toalety ujrzeć dania jeszcze raz w drodze powrotnej z żołądka. Miałem już na sobie spodnie. Brakowało mi paska, sznurówek w butach, zegarka, dokumentów, portfela i telefonu. Poczułem się straszliwie zagubiony, nie wiedziałem gdzie się umieścić na mapie Polski, jaki był dzień, jaka data ani jaka godzina, rozpaczliwie szukałem więc czegokolwiek, co chociaż da poczucie normalności. Znalazłem 3 ostatnie papierosy zgniecione w kieszeni, była tam palarnia więc miałem chwilę aby się zastanowić. Po drodze zauważyłem mini biblioteczkę, postanowiłem więc wziąć coś stamtąd aby się nie poddać. Pierwszy uśmiech - na widok książki "Na zachodzie bez zmian". Dziękuję Magdo, gdyby nie Ty pewnie bym nawet na nią nie spojrzał. Miałem aż nadmiar czasu do czytania, dni straszliwie się dłużyły - od posiłku do posiłku, noce były niemal bezsenne przez problemy oddechowe Mariusza, któr leżał na łóżku obok.


Po dwóch dniach zostałem przeniesiony na salę ogólną, dopiero wtedy zacząłem się aklimatyzować. Nie pamiętam jak miał na imię pierwszy współlokator, przez następny tydzień pobytu nie zamieniłem z nim ani słowa, nigdy nie opuszczał pokoju zajęty całkowicie tworzeniem łabędzi z papieru. Drugim był dobrze prosperujący budowniczy, właściciel firmy montującej instalacje klimatyzacyjne. Andrzeja zniszczył alkohol.


Tam człowiek może się przekonać jak może wyglądać naprawdę złe życie. Przykład Michała - młody chłopak wykończony narkotykami. Chłop jak dąb, postawny, wysoki... ślinący się nieustannie i opuszczający łóżko tylko na fajkę i posiłek, mówiący niespójnie i piekielnie powoli...


Hrabia - człowiek, któremu nic nie odpowiadało, wieczny malkontent, ponoć od początku pobytu maltretował jedną książkę - Iliadę - i nie mógł jej sprostać.


Maciej i Mateusz - młodzi ludzie, amator wyścigów samochodowych i muzyk, alkoholicy. Wiecznie grający w karty w palarni i prześladujący Rudego za jego kradzież papierosów.


Mini społeczność, dość hermetyczna ale w większości przyjazna i niegroźna. Nie dziwię się ludziom bezdomnym, którzy robią coś złego tylko po to, aby tu przetrwać zimę, pooglądać telewizję i zjeść coś ciepłego. Tak też wyglądał mój sylwester - zamiast pocałunku, równo o 12 napiłem się bezalkoholowego szampana i wszyscy spotkaliśmy się w palarni składając sobie życzenia (nie we wszystkich przypadkach noworoczne...)


Cieszę się mimo wszystko, że wyszedłem.


~~~~~~


Epikryza:


20-letni mężczyzna, kawaler, do tej pory nie leczony psychiatrycznie. Przyjęty po tym, jak po wypiciu alkoholu zaczął zachowywać się dziwacznie, stał się pobudzony, agresywny, wypowiadał niezrozumiałe treści świadczące o doznaniach psychotycznych. Wywiad narkotykowy oraz multitest - negatywne. Na oddziale początkowo pobudzony, agresywny słownie, wypowiadający groźby pod adresem personelu, wymagał zabezpieczenia mechanicznego. Po kilku godzinach uspokoił się, nawiązał logiczny, rzeczowy kontakt, urojeń nie wypowiadał, zaprzeczał halucynacjom, pozostał w pogodnym nastroju, żywy i dostosowany afektywnie. Okres upojenia pokryty całkowitą niepamięcią. Wypisany wobec braku wskazań do dalszej hospitalizacji.


Persona non grata.

środa, 22.grudnia.2010, 22:17
Dobrze wiem, że tą stronę odwiedza tylko jedna osoba. Może to spowodowało, że nie mam oporów (już) przed napisaniem co tam u mnie słychać. A chwalić się, moja droga nie ma czym.

Przenieśmy się parę lat wstecz.
Jeszcze w liceum grono znajomych studentów opowiadało jak to życie zmienia się po wyjeździe z rodzinnego zakątka. Szczerze mówiąc słuchałem ich opowieści z lekkim przymrużeniem oka bo w końcu kto jest w stanie tyle nie przespać, tyle pić, bzykać się niemal z kim popadnie i do tego zaliczać semestr po semestrze, kiedy z drugiej strony nauczyciele straszą, że bez przyłożenia się konkretnego do nauki na wyższej uczelni długo się nie pociągnie. Żyłem więc w tym przeświadczeniu do matury, sądząc że człowiek wcale tak bardzo się nie zmieni w tak krótkim czasie. Już na początku się okazało jednak, że ich opowieści tak dalekie od prawdy nie były.

Sam nie wiem jak to się stało. Owszem - miałem wcześniej swoje wybryki większe czy mniejsze ale zawsze jakoś potrafiłem wyhamować przed rozpętaniem się prawdziwych problemów. Teraz sam nie wiem co jest dziwniejsze - że straciłem tą umiejętność, czy że problemy po prostu się nie pojawiają. To znaczy... nie pojawiają... oczywiście, że się pojawiają ale nie z prawem jak przypuszczałem ale z samym sobą. Jakoś mi po prostu źle w tej nowej roli.
Nazwij mnie ciotą, pantoflem, mięczakiem czy jak tam chcesz ale seks sam w sobie przestał mnie radować tak jak na początku. Kobiety - studentki - w znacznej większości posiadają to przekonanie, że facet to taka maszynka do uprawiania seksu - nie myśli, nie czuje, nie marzy o niczym innym niż się przespać z jak największą ilością kobiet. Może to mój błąd był, że na początku z tym twierdzeniem się zgadzałem, no może nie tyle zgadzałem co je po prostu akceptowałem. Teraz mój ból polega na tym, że znowu zacząłem szukać czegoś innego, czegoś więcej - chciałbym się z kimś spotkać poza klubem i łóżkiem, wybrać się do kina, na obiad, do opery (tak, polubiłem), czy po prostu pogadać. Sam się sobie dziwię, ale seks przestał wystarczać.
To nie koniec jednak problemów. Otóż prześladująca mnie opinia o studentach-facetach jakoś udaremnia mi te poszukiwania. Nie chce mi się starać, zabiegać i szukać skoro nie spotkałem w tym (popieprzonym swoją drogą) mieście jeszcze ani jednej kobiety nie wyznającej tej zasady.



A tak bym chciał usłyszeć jednak coś innego niż:
"... ale nie nadajesz się na stałe."


Lay&html
Wykonała: Pozia. Więcej na: Twój blog. Zdjęcie: stąd Tekst: In Bloom.



O mnie
x. O mnie
x. Profil



Archiwum
2009
wrzesień (2)
październik (2)
listopad (1)
grudzień (1)

2010
styczeń (2)
marzec (1)
maj (4)
czerwiec (1)
lipiec (2)
grudzień (1)

2011
luty (1)
czerwiec (1)




Ulubieni




Linki
Przyjaciele
Irii blog

Mój Profil

Podlinkuj

Dodaj do ulubionych

brak kategorii (19)
wszystkie (19)

kosmyk